piątek, 16 grudnia 2016

Zaczynajmy.

"A wtedy... wyszeptał "Kocham Cię, Rosie." Chciałam go pocałować i zabić jednocześnie. Moi przyjaciele, a raczej mój jedyny przyjaciel Zack zawsze powtarzał mi, że On jest typem awanturnika. Miał rację. Zmienił mnie. Nienawidzę nowej Rosie. Nie jest tą samą dziewczyną, którą była rok wstecz. Nawet nie wiem kiedy i w jaki sposób to się stało... ale nie potrafię bez niego funkcjonować. Uzależniłam się od Niego. Nigdy się tak nie czułam. Sprawił, że dowiedziałam się co to miłość. W tragiczny sposób, ale jednak. Nie miałam pojęcia, że głoduje... póki Go nie skosztowałam"

Kocham Cię, mój mały pamiętniczku. "

Trzy miesiące wcześniej

-Jesteś gotowa na ten rok? To nasz ostatni w liceum! - Ellie wykrzyczała prosto w moje uszy. Jest jedyną dziewczyną, z którą znalazłam wspólny język w nowej szkole. Lubię ją, ale czasami strasznie wyprowadza mnie z równowagi. Wyglądamy podobnie, obie mamy blond włosy oraz ciemne oczy. To znaczy, moje są znacznie jaśniejsze, nieco białe, ale kogo to obchodzi. A co z charakterami? Cóż, tutaj różnimy się bardzo. Ja kocham książki, gry i matematykę. Ona zaś chłopców, szminki i spódniczki. Jest gadułą. W dodatku nigdy nie czeka na odpowiedz. Z kolei ja jestem dobrym słuchaczem, może właśnie dlatego aż tak dobrze się dogadujemy.

-Podekscytowana i przerażona zarazem. - To prawda. Mam nadzieję, że ten rok w końcu będzie należał do mnie. To samo mówiłam o zeszłym, ale skąd mogłam przewidzieć rozwód rodziców, moją nagłą przeprowadzkę z mamą do Bostonu... Nie byłam na to gotowa. Ale teraz jestem. Jestem silniejsza, w końcu ruszyłam dalej. Znalazłam swoje szczęście tutaj. Kocham to miasto. Czekając na Zacka, mojego najlepszego przyjaciela, rozmyślałam nad tym, co by było gdybym nigdy się tutaj nie przeprowadziła. Uwielbiam dumać. Szczególnie o rzeczach, które nigdy nie będą moje. Na przykład On.

Reszta dnia upłynęła szybko. Szkoła, przerwa na lunch, dziwna rozmowa z Ellie o jej kolekcji szminek w różowym odcieniu. Uwielbiam myć okna. Gdyby nie fakt, że robiłam to już 3 razy w tym tygodniu, znów bym je szorowała. Dzięki temu mogę obserwować co robi. Okno z jego pokoju jest dokładnie naprzeciw mojego. Nie wiem dlaczego, matematyka nie uczy o uczuciach, ale lubię na niego patrzeć. Uwielbiam jego głos i to, że mimo tego iż zawsze ubiera czarne rzeczy, wyglada w nich zjawiskowo.

-Rosie proszę wyrzuć śmieci. - usłyszałam głos mamy dobiegający z dołu. Mój kontakt z nią jest teraz... no prawie go nie ma. Odkąd znalazła chłopaka, nie spędzamy razem czasu. Ale nigdy nie zapomnę o tym, co dla mnie zrobiła i o fakcie, że jest moją mamą. Pospiesznie wynoszę śmieci do kubła, tak, by nikt nie zauważył mojej piżamy w babeczki... aż nagle zderzam się z czymś. Kimś. To On.

-Co Ty do jasnej cholery robisz?! - Jego piękne oczy gapiły się na mnie.
-Przepr....
-Zamknij się już i spieprzaj, dziwaku w obciachowej piżamie. -Odwróciłam się i. a jednej nóżce uciekłam do domu. Jego język? To nic dziwnego. Moja reakcja? Rownież. Ale to pierwszy raz, kiedy spojrzał się na mnie... Kiedy do mnie powiedział cokolwiek.... Przez następne kilka godzin nie myślałam już o niczym innym.

"Dzisiejszy dzień był inny. To On sprawił, że właśnie taki był. O co chodzi? Czy to naprawdę pierwszy wpis, który nie jest o moim tacie czy o grach. No nic, idę spać.

Kocham Cię, mój mały pamiętniczku. "


Jest to moje nowe fanfiction. Mam nadzieję, że jeszcze tutaj jesteście i spodoba Wam się równie tak, jak to było wcześniej. Ps przepraszam za wygląd, jutro nad Nim popracuję. Kisses xxx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz